Ścieżki rowerowe powstały po to, żeby łatwiej i bezpieczniej podróżowało się rowerem po miejskich ulicach.  Niestety po ostatniej nowelizacji przepisów, która miała za zadanie regulację pewnych niejasnych sytuacji na drogach rowerowych (i nie tylko) rowerzyści nadal nie mogą czuć się bezpiecznie we „własnym”  rewirze.

Taraz mamy „jasne” pierwszeństwo.

Nowy przepis daje rowerzyście pierwszeństwo na przejeździe rowerowym (gdy droga dla rowerów przecina jezdnię) w sytuacji gdy auto skręca z drogi głównej w prawo/lewo. Do tej pory polskie prawo nie definiowało pierwszeństwa w tej sytuacji. Było też niezgodne z Konwencją Wiedeńską o Ruchu Drogowym, którą Polska ratyfikowała jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku.
O co konkretnie chodzi? Nieprecyzyjne przepisy były istotną przyczyną wypadków z winy kierowców – kierowcy nie mieli świadomości, że pierwszeństwo w tej sytuacji daje rowerzyście Konwencja Wiedeńska.

Wczoraj (11.06.2011) ok. godz. 17.30 jechałem drogą dla rowerów na płockich Podolszycach. Teraz ścieżką rowerową można objechać całe Podolszyce Południe. Jest kilka mniej bezpiecznych momentów w postaci przecięcia się drogi dla rowerów z  jezdnią dla samochodów. W tych miejscach oczywiście rowerzyści zachowują szczególną ostrożność, bo są nauczeni, że kierowcy samochodów nie do końca respektują prawo mówiące o pierwszeństwie roweru przed samochodem na takim skrzyżowaniu się dróg. Po „przecięciu” ulicy Czwartaków kontynuowałem jazdę ścieżką w stronę ul. Wyszogrodzkiej. W połowie tego odcinka jest jeszcze jedna poprzeczna uliczka (przy Galerii Wisła), a konkretnie wybrukowana „droga pożarowa”, na wjeździe której stoi znak „zakaz ruchu”. Gdy dojeżdżałem do tej „uliczki” zauważyłem, że wjeżdża na nią powoli taksówka. Kontynuowałem jazdę, bo byłem święcie przekonany, że kierowca mnie widzi (tym bardziej, że prędkość była raczej symboliczna). Jak już zjeżdżałem z tego „mini skrzyżowania” poczułem silne uderzenie w tył roweru.

Kolizja.

Potem krótki lot, ciemno w oczach i ból… Stało się. Kierowca nie ustąpił mi pierwszeństwa na mojej (rowerzysty) drodze. Kierowca w ogóle nie mógł tam wjechać, bo zabrania tego znak. Jadący za mną rowerzyści mieli szczęście, bo zdążyli wyhamować, ja nie miałem szczęścia, bo nie zdążyłem ucieć przed uderzeniem… Kobieta i mężczyzna podbieli do mnie (leżałem jakieś 5-6m od miejsca uderzenia) i pomogli mi dojść do siebie. Mężczyzna zadzwonił po karetkę, która przybyła po kilku minutach. Zostałem zbadany i opatrzony. Uderzenie w głowę nie było zbyt silne, ale guz pozostał. Niestety nie miałem założonego kasku (w którym zazwyczaj jeżdżę i polecam to samo). Starta skóra na plecach, podudziu, łokciu, prawym uchu. Zbity prawy bark i kolano. Niewielkie uderzenie, a obrażenia rozległe (choć niezbyt niebezpieczne). To tylko pokazuje szanse obu w starciu samochód – rower. Dziś dopiero czuję wczorajszy dzień w kościach. Ramię bardziej boli, do ucha nie mogę się dotknąć i kuleję na prawą nogę. No cóż… Adrenalina już odpłyneła ;)

Co z rowerem? Hm… Przednia szytka oderwana od obręczy. Rama porysowana w kilku miejscach, pedał wygięty,  porwane siodełko. Na szczęście, że to Ostre Koło, to nie było przerzutek, dynama, błotników, bagażnika, tylnego hamulca, więc straty były minimalne (jak na zderzenie z samochodem). Trochę szkoda sprzętu, ale dobrze, że to właśnie rower przejął część energii, dzięki czemu ja mniej ucierpiałem.

Przyjechała policja, zebrała zeznania od świadków, kierowcy, ode mnie… Spisano protokół kolizji, kierowca został ukarany mandatem oraz punktami karnymi. Mam nadzieję, że kierowca zapamięta to zdarzenie i następnym razem zanim wjedzie na drogę dla rowerów trzy razy się upewni, czy nie zagraża czyjemuś bezpieczeństwu.

Refleksja na koniec.

Kiedy nadejdzie dzień, że my, rowerzyści będziemy mogli czuć się bezpiecznie na naszych ścieżkach rowerowych? Kiedy będziemy mogli spokojnie przejechać przez miasto bez narażania życia lub zdrowia? Kiedy piesi przestaną okupować nasze ścieżki? To chyba temat na odrębny artykuł…

2 128 wyświetleń